Rzym nieprzyjazny dla “biwakujących turystów”?

1 12 2008

Od poniedziałku w Rzymie obowiązuje zakaz biwakowania. W związku z tym turyści już nie zjedzą kanapki w pobliżu zabytków i w najważniejszych punktach Wiecznego Miasta. Turyści przyłapani przez straż miejską na jedzeniu kanapek, czy pizzy na Schodach Hiszpańskich czy w rejonie Koloseum mogą zostać ukarani grzywną w wysokości 50 euro. W pierwszym dniu obowiązywania nowych przepisów karę otrzymało ośmiu imigrantów i włoski kloszard.

Ten surowy przepis wprowadziły prawicowe władze stolicy. Ma on przede wszystkim rozwiązać problem imigrantów i bezdomnych koczujących i śpiących w miejscach publicznych czy pod namiotami oraz posilających się na chodnikach i schodach.

Nowe prawo jednak nie mówi szczegółowo o bezdomnych śpiących pod np. flagami , lecz ogólnie formułuje, że zakaz dotyczy biwakowania. Dlatego straż miejska może uznać chwilę odpoczynku z prowiantem na ulicy centrum historycznego za przestępstwo.

Zamiarem przepisu jest przywrócenie porządku w mieście, zasypanym przez odpadki pozostawione przez turystów i oszpeconym przez urządzane wszędzie pikniki - tłumaczą władze Rzymu.

Jednocześnie w Rzymie ruszyła na szeroką skalę akcja zwalczania plagi handlu podróbkami przez imigrantów.



Legalne biwakowanie “na dziko”

22 10 2008

Jeśli lubicie biwakować w lesie czy nad jeziorem, tam, gdzie tylko wam się spodoba, a nie na głośnych i zatłoczonych kempingach - jedźcie do Szwecji
Szwecja kusi miłośników natury - lasy są tu gęste, ogromne tereny - dzikie i odludne, a woda w jeziorach kryształowa. Dla amatorów grzybów, jagód czy wędkowania to prawdziwy raj. Poza tym, co chyba najważniejsze, biwakowanie na dziko jest tu dozwolone prawem.

W Szwecji obowiązuje prawo powszechnego dostępu, które pozwala wszystkim cieszyć się wolnością wśród przyrody. Każdy może swobodnie wędrować po lasach i łąkach, także wtedy, kiedy są one czyjąś prywatną własnością



Szlak Drawy

21 04 2008

Szlak Drawy należy do najciekawszych w Polsce i dlatego
chętnie przemierzają go turyści-kajakarze. Swą malowniczość
zawdzięcza zmienności krajobrazu doliny Drawy i cechom jej
koryta.
Rzeka na przemian jest wąska i szeroka, płytka lub głęboka, bystra
lub leniwa. Dno ma muliste, piaszczyste lub kamieniste. Brzegi bywają
zadrzewione, krzewiaste lub bezdrzewne, płaskie lub urwiste, podmokłe
albo suche. Czasami Drawa tworzy zarośnięte rozlewiska, by znowu pędzić
dzikimi przełomami. Kajakarz napotyka na spiętrzenia, bindugi, małe
elektrownie wodne i jazy. Może również odwiedzić kilka interesujących
miast i miasteczek, m.in. Czaplinek, Złocieniec, Drawsko Pomorskie czy
Drawno.
Drawa zbiera czyste wody z Pojezierza i Równiny Drawskiej. Nazwa
rzeki prawdopodobnie wywodzi się od rdzenia „dreu”, co w dawnych
językach indoeuropejskich oznaczało „biec”, „spieszyć się”, i dobrze
oddaje charakter tego prawego dopływu Noteci.
W górnym odcinku rzeka płynie przez Drawski Park Krajobrazowy w
Dolinie Pięciu Jezior, którą tworzy około 7-kilometrowa rynna
polodowcowa (źródlisko Drawy) między Połczynem a Czaplinkiem. Drawa
przepływa przez pięć jezior (Górne, Okrągłe, Długie, Głębokie i Małe).
Strome zbocza porozrywane przepastnymi jarami i krętymi wąwozami
piętrzą się do 50 m ponad dnem doliny. Porastają je mieszane lasy z
dominacją buka. Ten górny bieg niestety nie nadaje się do spływu. W
okolicy Złocieńca rzeka opuszcza park i mija ciekawe jeziora: Prosino,
Drawsko, Krosino, Lubie, Wielkie i Małe Dębno, Wiry, Rudno oraz Dubie.

W środkowym i dolnym biegu Drawy rozciąga się Puszcza Drawska.
Poniżej jeziora Lubie rzeka przebija się w lesie przez poligon wojskowy, co
utrudnia życie kajakarzom. Za jeziorem Dubie puszczę chroni Drawieński
Park Narodowy. W tym odcinku Drawa przybiera charakter rzeki górskiej,
a pola biwakowe należą do najlepiej zagospodarowanych na szlaku. Warto
pamiętać, że w parku od 15 marca do 30 czerwca obowiązuje zakaz
pływania kajakiem. Trzeba też dostosować się do zasad przebywania w
parkach narodowych oraz wysupłać dodatkowe pieniądze na opłatę za
spływ i biwaki w parku.
Drawieński Park Narodowy powstał w 1990 r. Zajmuje ponad 11 tys. ha w
zlewni Drawy, z czego lasy stanowią 83 powierzchni. Dzieli się na dwie
części, połączone w ramiona tworzące kształt litery V: dolinę rzeki
Płocicznej, lewobrzeżnego dopływu Drawy wraz z licznymi jeziorami, oraz
przełom Drawy z przyległymi połaciami Puszczy Drawskiej. Na 700
gatunków roślin 50 podlega ochronie całkowitej lub częściowej.
Odpowiednie warunki do życia znalazły tutaj borsuki i jenoty. Wody
obfitujące w ryby gwarantują wyżywienie rybołowom, kormoranom i
bielikom. Dobre warunki tlenowe i czystość akwenów pozwalają utrzymać
się ginącym gatunkom ryb. Na tarło przybywa tu troć wędrowna, a na
stałe zadomowiły się pstrąg potokowy i lipień. W jeziorze Ostrowiec
spotyka się bardzo rzadką troć jeziorną. Poza granicami parku
narodowego w dolnym odcinku od Starego Osieczna do ujścia w Krzyżu do
Noteci rzeka jest szeroka i spławna, ale ciągle płynie szybko.
Ten interesujący szlak na różnych odcinkach raz jest łatwy i
nieuciążliwy, innym razem przysparza kłopotów mniej wprawnym
kajakarzom z powodu szybkich bystrz czy kaskadowo powalonych drzew.
Sporym utrudnieniem są jeziora, bo zdarza się wysoka fala, czasem nie do
pokonania.

Z tych powodów spływ Drawą nie powinien być pierwszą wyprawą
kajakową w życiu, a lider zespołu musi mieć spore doświadczenie.
Bezpieczeństwo na spływie jest najważniejsze. Warto pamiętać o
kamizelkach i rzutkach ratunkowych – to nieodłączny element
wyposażenia każdego spływu. Rekompensatą za dodatkowy trud związany
z nieustanną dbałością o bezpieczeństwo uczestników wyprawy będą
jednak piękne widoki, wschody i zachody słońca oraz otaczająca przyroda.
Na pokonanie szlaku od Czaplinka do Krzyża trzeba około 10 dni. Drawą
kilkakrotnie spływał Karol Wojtyła, dlatego też imieniem Jana Pawła II
nazwano ten szlak.
Na odcinku od jeziora Lubie do mostu w Prostyni znajduje się poligon
wojskowy - konieczne uzyskanie pozwolenia dowódcy jednostki wojskowej
w Olesznie (tel.094/367 40 00).
Z kolei odcinek od mostu w Drawnie aż do Starego Osieczna - leży w
terenie Drawieńskiego Parku Narodowego - sprawy finansowe można
załatwić w kasie stanicy wodnej Parku w Drawinie (czynna 7-
21).Biwakowanie dozwolone jedynie w wyznaczonych polach
namiotowych:
- Drawno (most między jeziorami, Przystań Wodna DPN) - 0,0 km
- Drawnik (miejsce biwakowania ze schronem turystycznym) – 2,5
km
- Barnimie most (zatoczka umożliwiająca przybicie do brzegu, pomost
kajakowy, we wsi sklep spożywczy) – 7,3 km
- Biwak Barnimie – 10,9 km; długość odcinka 10,9 km.
- Biwak Barnimie – kładka Zatom (15 km) - biwak Bogdanka (19,7
km) dł. 8,8 km.
– Biwak Bogdanka – punkt widokowy Wydrzy Głaz– biwak Sitnica
(27,6 km) dł. 7,9 km.

- Biwak Sitnica – biwak Pstrąg (33,4 km) dł. 5,8 km
- Biwak Pstrąg – most niskowodny Żeleźnica (36,8 km) - biwak
Kamienna (39,3 km) dł. 5,9 km.
– Biwak Kamienna – Stare Osieczno (43,3 km) dł. 5,4 km.
W Parku można biwakować tylko na wyznaczonych do tego celu
miejscach biwakowania, położonych wzdłuż Drawy, wyposażonych w
drobną drewnianą infrastrukturę turystyczną. Są to pola: Drawnik,
Barnimie, Bogdanka, Sitnica, Pstrąg i Kamienna. Po wniesieniu
odpowiednich opłat można tam rozłożyć namiot, rozpalić ognisko,
zaparkować samochód. Rozkład pól namiotowych pozwala zaplanować
etapy spływu Drawą przez Park.
Przy drogach wewnątrz Parku można parkować samochody tylko na
leśnych miejscach postoju pojazdów: Sitno, Rozkop, Rogoźnica, Pustelnia,
osada Ostrowiec, nad jez. Ostrowiec, Zakręt Raka.
Za każdy wjazd na biwak Parku - opłata jak za postój
Za przebywanie na biwakach Parku - opłata jak za pobyt
Bardzo interesująca przyroda: zróżnicowanie charakteru cieku
odzwierciedla się w zróżnicowaniu roślinności wodnej i fauny ryb. W rzece
żyje blisko 30 gatunków ryb, najciekawsze z nich to troć, pstrąg, strzelba
potokowa, głowacz białopłetwy i certa.
Od XVIII wieku rzeka była wykorzystywana na szeroką skalę jako
szlak spławu drewna pozyskiwanego z lasów Puszczy Drawskiej. Wzdłuż
brzegów powstał system kilkunastu bindug, do dziś czytelnych w terenie
(cenny zabytek dawnej kultury leśnej). Spław zarzucono ostatecznie w
latach 70 - tych bieżącego stulecia.

źródło: kajakarze.pl



Spływ kajakowy- Rega

16 04 2008

Rega jest rewelacyjną propozycją dla osób pragnących połączyć spływ kajakowy uroczą rzeką z wypoczynkiem na pięknej, nadmorskiej plaży. Trasa jest bardzo rekreacyjna i łatwa dlatego znakomicie nadaje się dla zupełnie początkujących kajakarzy. Praktycznie na całej trasie spływu towarzyszą nam lasy. Rega jest niezwykle urozmaicona - napotkamy tu zarówno spokojne, czyste jeziora, jak i szybki nurt, który nie pozwoli nadmiernie zmęczyć się wiosłowaniem. O czystości wody świadczy fakt, że żyją w niej pstrągi i trocie a łososie przypływają tu na tarło. Nad brzegami można spotkać żurawie, czaple, wydry i bobry. Niewątpliwym atutem Regi jest możliwość pozostania nad morzem przez jakiś czas po zakończeniu spływu, a naprawdę warto-Mrzeżyno to urokliwe i gwarne miasteczko słynące z czystego morza (I klasa czystości wody!), pięknych plaż i specyficznego mikroklimatu.

Na przepłynięcie całej trasy przewidzieliśmy 7 dni.

Po uwagach uczestników z ubiegłych sezonów, terminy spływów zostały tak pomyślane, aby po spływie cały weekend można było spędzić nad morzem-zaczynamy w piątki lub soboty a kończymy w czwartki lub piątki, jeśli ktoś ma urlop dopiero od piątku wieczorem to nie ma problemu bo na szlak ruszamy dopiero w sobotę ok. 14.00 więc zdąży dojechać.

źródłó: www.splywykajakowe.pl



Wolność biwakowania

4 04 2008

Bardzo chciałbym, żeby do Polski nadeszła wreszcie wolność biwakowania. Niestety, na razie jest to niemożliwe

Fajnie by było pojechać na majowy długi weekend i rozbić namiot tam, gdzie się chce. Nie na kempingach lub w wyznaczonych miejscach, gdzie kłębi się tłum i gdzie można spotkać nie całkiem sympatyczne towarzystwo, ale właśnie tam, gdzie nam się spodoba.

Najmilej wspominam wspaniałe wędrówki po Bieszczadach z moim kolegą Romkiem. Biwakowaliśmy tam, gdzie zastała nas noc. Było po prostu cudownie, choć zupełnie nielegalnie. Polska to nie Norwegia czy Szwecja, gdzie można rozbić namiot nawet na terenie prywatnym, przynajmniej na jedną noc. W Skandynawii istnieje coś takiego jak wolność biwakowania i jest to część tamtejszej kultury, a może - kto wie - i wolności obywatelskich? A skoro można tam, to dlaczego nie u nas? Przecież lasy mamy równie rozległe. A tymczasem można biwakować tylko w miejscach wyznaczonych, które, jak wspomniałem, nie są zbyt sympatyczne.

W parkach narodowych w ogóle nie można spędzać nocy - biwakowanie na dziko może się skończyć dotkliwym mandatem. I bardzo dobrze, że tak u nas jest. Bo choć jestem zwolennikiem wolności biwakowania w Skandynawii, to uważam, że w Polsce jest to niemożliwe. Nie dlatego, że jest nas za dużo i istnieje groźba zadeptania lasów czy brzegów jezior. Uważam, że jeszcze nie dorośliśmy do wolności biwakowania i do tego, by własność wspólną traktować jako naszą. Kto nie wierzy, niech się przejdzie po uczęszczanych szlakach lub w pobliżu kempingów - brud, smród i śmieci. Zresztą nawet bez wolności biwakowania nasze lasy są zaśmiecone, a gdzieniegdzie trudno przejść, by nie wdepnąć w kupę. I dlatego ludzie, którzy nawet kupy po sobie nie potrafią zakopać, nie powinni mieć prawa do rozbijania namiotu, gdzie im się podoba. Nie oznacza to wcale, że takiego prawa kiedyś się nie dorobią. Dlaczego nie? Jak wiadomo, dla chcącego nie ma nic trudnego…

W lutym byłem w obozie ekologów nad Rospudą. Stało tam kilkadziesiąt namiotów, przez które przewinęło się przez miesiąc około 300 osób. W kwietniu pojechałem w to miejsce jeszcze raz. Ledwo można było poznać, że był tam tak wielki obóz. Czyli - jak się chce, to można. Na razie potrafią to niektórzy z nas, może kiedyś będziemy potrafili wszyscy?



Biwak w zimie

31 03 2008

Jeśli decydujemy się na zimowy biwak, a dzień był słoneczny i mroźny, trzeba być przygotowanym na nocny spadek temperatury do -20C i poniżej. Dla przeciętnie zdegenerowanego cywilizacją mieszkańca miasta, dla którego świat składa się z kanapy, telewizora i samochodu, zimowe nocowanie pod namiotem wydaje się ekstremalną ekstrawagancją. Pamiętajmy, że przez tysiąclecia ludzie radzili sobie bez centralnego ogrzewania. Sarna, dzik czy zając nie zamarza w lesie, chociaż posiada tylko futro, a nie grzejniki konwekcyjne. Możecie  wierzyć lub nie, ale zdrowy organizm ludzki bez problemu radzi sobie w zimowych warunkach. Oddychanie zimą zimnym powietrzem jest dla ciała znacznie naturalniejsze od przebywania cały czas w stałej temperaturze +22C.

Podstawą nocowania pod namiotem jest posiadanie odpowiedniego śpiwora i dobrze izolującej od podłoża karimaty. Przy bezwietrznej pogodzie temperatura na łące nad rzeką może być o kilka stopni niższa niż wyżej w lesie (zachodzi inwersja temperatury) - warto zatem szukać osłoniętego miejsca, położonego wysoko. Jeśli jest bezchmurna noc, to temperatura na łące przy gruncie może być o 10C niższa, niż zapowiadana w radiowej prognozie pogody.

Wyższa lokalizacja biwaku ma uzasadnienie z jeszcze jednego powodu - możliwym znacznym podniesieniem się w nocy poziomu wody spowodowanego niedalekim zatorem. Zimą warunki na rzece zmieniają się zaskakująco szybko - czasem w ciągu kilku godzin spływna rzeka może zostać całkowicie zatarasowana krą wywołaną np. opadem śniegu.

W nocy może niespodziewanie zerwać się wiatr. Mniejszy namiot lepiej chroni przed mrozem, ale wygodnie jest podgrzewać jedzenie przy pomocy butli w przedsionku - namioty nie może być zatem za mały. Zimowe jedzenie powinno być odpowiednio kaloryczne, łatwo przyswajalne i pozwalać na szybkie przygotowanie ciepłego posiłku. Spożywanie alkoholu jako źródła kalorii jest całkowicie bez sensu, bo zmniejsza on apetyt na normalne pokarmy, zwiększa utratę ciepła i powoduje odwodnienie. Kanapki bardzo dobrze się przechowują na zimowych wyjazdach -zamarznięty chleb jest bowiem niejadalny, a bochenek chleba może być “niekrajalny” nawet za pomocą siekiery. Natomiast “zupki chińskie”, puree ziemniaczane, kaszki mleczno-pszenne i podobne im potrawy liofilizowane zdają egzamin bardzo dobrze. Rano warto przygotować sobie w termosie ciepły napój na cały dzień. Ognisko może nie dać od razu spodziewanego ciepła, bo zamarznięte i mokre drewno źle się pali w -15C. Do rozpalenia przydaje się świeczka, nie wolno zapomnieć też o siekierze.

Bardzo ważne jest odpowiednie rozłożenie sił w trakcie wyjazdu, wypoczynek w temperaturze poniżej 0C nie regeneruje w pełni sił, zwłaszcza podczas pierwszej nocy pod namiotem (aklimatyzacja). Planując kilkudniowy wyjazd, trzeba liczyć się ze stopniowym spadkiem formy. Pamiętajmy, że organizm każdego z nas może wytworzyć określoną ilość energii w ciągu doby - jeśli użyjemy ją w nocy na ogrzanie wilgotnego śpiwora albo wypromieniujemy ją w przestrzeń kosmiczną po wypiciu rumu, to nie będziemy mieli następnego dnia siły wiosłować lub zrobi się nam trwale bardzo zimno i trzeba będzie natychmiast wracać. Zimą trzeba więc koniecznie oszczędzać siły, ograniczyć się do wykonywania naprawdę niezbędnych czynności, mieć dobrze przygotowany ekwipunek, wszystko robić spokojnie i oszczędnie. Takie czynności, jak rozbicie i zwinięcie namiotu, przebranie się lub przygotowanie posiłku zajmują kilkakrotnie więcej czasu, niż latem. Nie ma co zakładać, że przepłyniemy zimą 40 kilometrów dziennie - czasami przepłynięcie 5 lub 10 km jest już wyczynem. W czasie dwudniowego wyjazdu można sobie pozwolić na wyczerpanie rezerw energetycznych organizmu drugiego dnia, ale nie można planować w taki sam sposób wyjazdu czterodniowego. Na kilkudniowych wyjazdach problemem może się stać przemoczenie odzieży. Kiedy trzyma mróz, woda osadza się w postaci szronu i nie stanowi problemu. Paradoksalnie - kiedy przychodzi odwilż sytuacja staje się dużo trudniejsza. Deszcz sprawia, że wszystko staje się wilgotne i nie ma jak tego wysuszyć. Kiedyś nocując w czasie zimowej wycieczki pieszej obudziłem się nad ranem w zupełnie mokrym śpiworze, bo topiący się śnieg spadł z drzew i przysypał częściowo namiot. Stary tropik wpuścił wodę do środka. Brr! Ale takie są właśnie przygody zimą.

źródło: www.ekajaki.pl



Gotowanie wody na biwaku w kilka minut

27 03 2008

 Taka ciekawa ciekawostka biwakowa. Może ktoś jeszcze się nie
spotkał z tym. Wypatrzyłem w ostatnim odcinku Cejrowskiego.

Czajnik-palnik Kelly Kettle

Gotuje wodę na garści patyków w kilka minut. Pewnie szczególnie
przydatny przy zimowych oraz wczesno wiosennych i późno jesiennych
biwakach oraz na dalekie wyprawy w nieznane.

Niestety drogie trochu. 63 jewro. Zastanawiałem się już jak coś
takiego samemu zrobić, np. z termosu. Jednak chyba nie byłoby to takie
proste (?).

źródło: eturystyka.org



Historia skautingu

21 03 2008

Histora powstania ruchu skautowskiego jest ściśle związana z jego założycielem- generałem Robertem Baden-Powellem. On to podczas swojej długiej służby wojskowej w armii Wielkiej Brytanii poczynił pewne spostrzeżenia dotyczące efektywności w działaniu żołnierzy wyszkolonych do wypełniania rozkazów jak bezmyślne maszyny oraz żołnierzy, którzy mogli w działaniu wykazać się własną inicjatywą. Stworzył system szkolenia wojskowych zwiadowców, który następnie został przyjęty w całej armii brytyjskiej. Inną rzeczą, którą zauważył podczas dowodzenia obroną miastem Mafeking w południowej Afryce było ogromne zaangażowanie i poświęcenie chłopców, których wykorzystano do pomocniczych zadań, takich jak opieka nad rannymi, dostarczanie wiadomości, itp. Zadziwiło go, że sprawowali się oni w sposób nadspodziewanie odpowiedzialny. Doszedł do wniosku, że chłopiec, który dostanie odpowiedzialne zadanie, spełni je niejednokrotnie lepiej od regularnego żołnierza.
Te spostrzeżenia wobec faktu, że młodzież angielska także nie ma ona wyraźnych ideałów, jest apatyczna i znudzona uzmysłowiły mu, można dać jej możliwość na wartościowe spędzanie wolnego czasu, w postaci wyjazdów, różnych szkoleń, itp. Wszystkie te doświadczenia posłużyły mu do napisania artykułu, który ukazał się w 1906 r. w gazecie Brygad Chłopięcych pt. “Skauting dla chłopców”. Artykuł ten zawierał podstawowe założenia nowego ruchu. Aby wcielić swój pomysł w życie, zorganizował eksperymentalny obóz na wyspie Brownsea w hrabstwie Dovset. Uczestniczyło w nim 20 chłopców podzielonych na 4 zastępy. Obóz trwał od 29 lipca do 9 sierpnia. Przez cały obóz chłopcy poznawali tajniki przyrody, budowali urządzenia obozowe oraz zdobywali sprawności w grach terenowych i sportowych. Wieczorem przy ognisku mieli okazję pośpiewać oraz posłuchać wojennych wspomnień generała.
Na postawie uwag z obozu i swych wcześniejszych doświadczeń pisze podręcznik skautowy pt. “Skauting dla chłopców”, w którym zawarł fundamentalne zasady ruchu, które są aktualne do dnia dzisiejszego. Wskazując na źródła idei skautowej B-B przyznawał, że zawarł w niej nie tylko własne pomysły, ale wzorował się także na zwyczajach różnych narodów i ludów, jak Japończycy, Indianie, wykorzystał koncepcje filozofów o uczonych, a nawet reguły średniowiecznych zakonów.
Skauting bardzo szybko rozprzestrzenił się w całej Anglii, zmieniając surowy wiktoriański model wychowania. Podczas przemarszu skautów w 1909 roku razem z Baden-Powellem szło 9 tys. skautów. W 1910 roku organizacja skautowa w Wielkiej Brytanii liczyła 100 000 członków.
Skauting wzbudza też ogromne zainteresowanie wśród dziewczyn. Szczególnie po tym, jak siostra Baden-Powella- Agnes napisała podręcznik skautowy dla dziewcząt. Ruch skautek powiększył się zwłaszcza po tym, jak Baden-Powell poznał młodszą od siebie entuzjastkę skautingu pannę Olave Soames, z którą zresztą wkrótce się żeni. Dla tworzącego się ruchu było zasadniczym momentem dla jedności światowego skautingu, który rozrasta się bardzo szybko. Sam Baden-Powell jest rzecznikiem powstawania organizacji narodowych. Chętnie spotyka się i rozmawia z osobami, które zakładają takie organizacje w swoich krajach.
Ruch skautowy rozwija się dynamicznie także w innych państwach. Szczególnie w Stanach Zjednoczonych i w Polsce.
W 1920 r. na Jamboree w Londynie B-P zostaje obwołany Naczelnym Skautem Świata, a jego żona taki sam tytuł otrzymuje kilka lat później. W 1926 r. skautki na Światowej Konferencji zastanawiały się nad ustanowieniem święta skautowego. Wszystkie były przekonane co do idei takiego dnia. Po dyskusjach postanowiono, że będzie to dzień urodzin Naczelnej Pary Skautowej, tj. 22 lutego. W dniu tym przed wojną skautki przesyłały sobie kartki z życzeniami. Zwyczaj ten przejęła organizacja męska po 1945 r.



Biwaki i Zielone Szkoły - Góry Sowie

17 03 2008

Góry Sowie

Rozciągające się na długości 26 km (35 km licząc po linii grzbietowej) pomiędzy Górami Bardzkimi ze wschodu, a Wałbrzyskimi z zachodu. Na wschodzie granicą jest Przełęcz Srebrna, a na zachodzie Góry Sowie kończą się doliną rzeki Bystrzycy. Od północy ograniczone Kotlina Dzierżoniowską - od południa Obniżeniem Noworudzkim, oraz Wzgórzami - Wyrębińskimi i Włodzickimi. W okolicach Głuszycy graniczą z Górami Kamiennymi . Najwyższym szczytem Gór Sowich jest Wielka Sowa (1015m).

Schronisko Orzeł

Schronisko leży na pd-wsch. zboczu Sokolicy będącej odnogą Wielkiej Sowy. Wznosi się nad Przełęczą Sokolą, na skraju rozległych dolnoreglowych lasów świerkowo-bukowych, których skrajem wiedzie granica Parku Krajobrazowego Gór Sowich. 80 miejsc noclegowych w pokojach 1,2,3,4 i 5-cio osobowych. W schronisku znajduje się duża sala - na ponad 100 osób, świetlica z tenisem stołowym, bilard, rzutki, obok schroniska boisko sportowe a zimą wyciągi .

Wycieczki i zwiedzanie okolicy:

  • kamienna wieża widokowa na Wielkiej Sowie
  • forty w Srebrnej Górze,
  • Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim
  • muzeum górnictwa w Nowej Rudzie
  • podziemne miasta hitlerowskie:
    • Podziemne trasy w Walimiu
    • Kompleks Rzeczka
    • Projekt “Riese”
    • Kompleks Osówka
  • wycieczki szlakami i ścieżkami Gór Sowich

źródło: www.biwaki.pl



Stary biwak - Hejszowina

13 03 2008

Piaskowce wszyscy kojarzą przede wszystkim z południowymi ścianami Szczelińca i tam głównie koncentruje się działalność wspinaczkowa odwiedzających ten piękny rejon po raz pierwszy. Co jednak począć gdy upał mocno daje się we znaki i nawet nieakceptowana na tym obszarze magnezja nic nie daje? Dzisiaj opiszę miejsce, które idealnie nadaje się na takie właśnie dni, a urok tego zakątka i jego niczym nie zmącony spokój na długo pozostaje w pamięci łojantów. Pamiętajmy tylko o paru rzeczach, które wydają się dość istotne.

  Hejszowina nie bardzo nadaje się na tak zwany “wyczyn”, popis przed kolegami lub prężenie buły. Piaskowce to rejon dla ludzi, dla których wspinanie to nade wszystko sposób na życie, pewna filozofia, bardziej poszukiwanie przygody, dreszczyku emocji niż chęć ustanowienia kolejnych granic “niemożliwego”. I zapewniam, nie ma to nic wspólnego z wiekiem i przywiązaniem do tradycji, znam ludzi przed 20-tką, którzy zakochali się w naszych piaskowcach od pierwszego wejrzenia, bo to po prostu góry w miniaturze. Pamiętajmy również o tym, by starać się unikać magnezji i wspinać się tylko “z dołem”. Uszanujmy wieloletnią tradycję i postanowienia umowy pomiędzy PZA i Parkiem Narodowym, to nie są czyjeś dziwactwa, te zasady mają na celu ochronę niezwykle delikatnej i wrażliwej na erozję skały. Porzućmy również głęboko zakorzenione przekonanie o kiepskiej asekuracji, śmiertelnym niebezpieczeństwie i pewnym kalectwie. To fakt, że ringi są tam rozmieszczone rzadziej niż gdzie indziej, ale dla kogoś kto ma za sobą wspinanie w Tatrach, a jego odporność psychiczna nie odbiega od ogólnie przyjętych norm wspinanie w piaskowcach nie będzie żadną egzotyką. Jest oczywiście na Starym Biwaku kilka dróg niebezpiecznych, ale odpowiednie znaczki przy ich opisie będą Was o tym informować.

Kilka praktycznych porad

Aby dostać się na Stary Biwak, należy zostawić samochód (bez niego będzie nam ciężko w tej okolicy) na jednym z dwóch parkingów położonych przy drodze Karłów-Kudowa w odległości około 2 kilometrów od tej pierwszej miejscowości. Pierwszy z nich, jadąc od Karłowa Drogą Stu Zakrętów znajduje się po lewej stronie tuż za pierwszym ostrym łukiem, naprzeciw podejścia do pozostałości Fortu Karola, drugi kilkaset metrów dalej, gdzie zazwyczaj parkują idący na Narożnik. Początkowo, z pierwszego z parkingów, kierujemy się leśną drogą na pd.-wsch., razem z żółtym szlakiem, który później skręca w lewo doprowadzając do Białych Ścian. My idziemy prosto i na pierwszym zakręcie naszym oczom ukazuje się pierwsza z kilku turni i masywów, które tworzą cały rejon, jesteśmy na miejscu.

Jeśli chodzi o noclegi, jest w okolicy kilka tzw. ośrodków na terenie najbliżej położonego Karłowa, w tym elegancki pensjonat PZU (drogo!!!), dom Politechniki Wrocławskiej (umiarkowane ceny i takiż sam komfort), kwatery prywatne i pole namiotowe. Dla zmotoryzowanych polecam chatkę ŁKW w pobliskiej Pasterce. Na terenie tej wsi znajduje się również schronisko PTTK.

Wspinanie

  Na Starym Biwaku większość propozycji to tzw. “drogi dla ludzi”, których trudności nie przekraczają VIIIa (czyli około VI.1), a protekcja jest naprawdę przyzwoita. Również ci, którzy pragną popróbować czegoś trudniejszego będą mieli okazję przeżyć kilka niezwykłych chwil. Większość dróg jest wyposażona w ringi, których ilość nie jest być może porażająca, ale też jest ich dużo więcej niż w pobliskich Czechach. Warto zabrać ze sobą kilka węzłów i pętli, które użyte w miejscach, gdzie ring odrobinę się oddala z pewnością dodadzą nam otuchy. Jeśli chodzi o samo wspinanie, to jest to typowe dla piaskowców techniczne, ustawieniowe i mocno kombinacyjne “skradanie”, w czasie którego mózg i wytrzymałość dadzą nam więcej niż niesamowity szpon. Wyjątkiem są trzy drogi przez okap na Misiu, gdzie nawet deszcz nie przeszkodzi nam w naszych działaniach. Pamiętajmy również o rowerach, w Hejszowinie jest cała masa kapitalnych tras, w końcu nie zawsze musimy się wspinać a poza tym dużo przyjemniej poruszać się po okolicy bikiem niż samochodem. Najlepszy termin na wyjazd w ten rejon to bezsprzecznie przełom lipca i sierpnia, wtedy na ogół deszczowych dni jest niewiele, a dzień jeszcze dość długi.

Uwagi

Niewątpliwie jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy są puszki szczytowe na wierzchołkach wszystkich pałek. Znajdziemy w nich książki szczytowe do których można a nawet należy wpisać datę, drogę, autora i styl przejścia. Przeglądając je, poczujemy tchnienie historii odnajdując w nich wpisy sprzed kilkunastu, a w innych rejonach nawet kilkudziesięciu lat. Na wyjazd w “piachy” zamiast ekspresów należy wziąć większą ilość karabinków zakręcanych, zaoszczędzimy w ten sposób kilkanaście centymetrów ewentualnego lotu, co w niektórych przypadkach może mieć znaczenie. Powinniśmy również posiadać różnych rozmiarów węzły i różnej długości pętle. Ze względu na kruchość skały, w ogóle nie używamy tam kostek, friendów i tego typu metalowych gadżetów. Zasady wspinania ogólnie przyjęte w tym rejonie, sposoby asekuracji, a także orientacyjne przeliczenie skali saskiej na zazwyczaj używaną w wapieniu znajdziemy w niedawno wydanym przez Łódzki Klub Wysokogórski przewodniku po południowych ścianach Szczelińca Wielkiego. Żeby się zanadto nie pogubić, podam, że VIIa to około VI-, VIIb to VI, VIIc to VI+, VIIIa to VI.1, VIIIb to VI.1+, itd. Nie bierzmy tego jednak zbyt dosłownie, troszkę gorsza niż gdzie indziej protekcja może w jakimś stopniu wpłynąć na naszą OS-ową skuteczność. Mając nadzieję, że informacje zawarte w tym artykule wystarczą, aby zachęcić do przyjazdu w ten dość odległy zakątek naszego kraju, życzę wszystkim niezapomnianych wrażeń.

Chatka Łódzkiego Klubu Wysokogórskiego

Kultowe miejsce, teraz już z ciepłą wodą, prysznicami, toaletami, kuchnią i przyzwoitą jadalnią. Nocleg to wydatek tylko 10 PLN. Miła atmosfera, możliwość zasięgnięcia informacji, a także bliskość skał, wszystkie te rzeczy przemawiają same za siebie. Zarząd Klubu serdecznie wszystkich zaprasza.

źródło: www.gory.wyd.pl