Pod namiotem - Campus

9 04 2008

Co zrobić aby podczas biwaku pod namiotem nie zaskoczyła nas żadna zmiana pogody? Wystarczy wybrać namiot i śpiwór z najnowszej kolekcji marki CampuS, który skutecznie ochroni nas przed chłodem i wilgocią. Oferta CampuSa obejmuje 15 nowoczesnych namiotów o odświeżonych wzorach. Wszystkie modele są dwupowłokowe i posiadają tropik z tkaniny Weather Weave 2000 plus, dzięki czemu są całkowicie odporne na uszkodzenia mechaniczne, promienie UV i warunki atmosferyczne. Dodatkowe wejście, okna i przedsionki sprawiają, że namioty są bardzo przestronne i łatwe w wentylacji. W ofercie CampuSa znajdziemy odpowiedni namiot niezależnie od tego, czy wybieramy się na weekend we dwoje czy wyjeżdżamy całą rodziną. Możemy bowiem wybierać spośród szerokiej gamy namiotów uniwersalnych przeznaczonych dla 2 do 4 osób oraz tunelowych i rodzinnych, które pomieszczą od 4 do 6 osób.
Kiedy już wybierzemy namiot, musimy zatroszczyć się o niezbędne wyposażenie, które zabezpieczy nas przed chłodem. CampuS proponuje szeroką ofertę śpiworów o nowym wzornictwie i kolorystyce. Wychodząc naprzeciw potrzebom zarówno turystów-amatorów, jak i wymagających podróżników stworzyła śpiwory z dwoma rodzajami syntetycznego wypełnienia: Hollowfiber-1 oraz Thermo-6, które chronią przed skutkami zimna nawet przy temperaturze –17 st. C. CampuS proponuje dwa typy śpiworów: koperta lub mumia W ofercie CampuSa są też śpiwory zaprojektowane specjalnie dla kobiet, dzieci, młodzieży lub w rozmiarze XL. Praktycznym rozwiązaniem jest możliwość spięcia śpiwora lewo- z prawostronnym dzięki interaktywnym zamkom błyskawicznym.



Wolność biwakowania

4 04 2008

Bardzo chciałbym, żeby do Polski nadeszła wreszcie wolność biwakowania. Niestety, na razie jest to niemożliwe

Fajnie by było pojechać na majowy długi weekend i rozbić namiot tam, gdzie się chce. Nie na kempingach lub w wyznaczonych miejscach, gdzie kłębi się tłum i gdzie można spotkać nie całkiem sympatyczne towarzystwo, ale właśnie tam, gdzie nam się spodoba.

Najmilej wspominam wspaniałe wędrówki po Bieszczadach z moim kolegą Romkiem. Biwakowaliśmy tam, gdzie zastała nas noc. Było po prostu cudownie, choć zupełnie nielegalnie. Polska to nie Norwegia czy Szwecja, gdzie można rozbić namiot nawet na terenie prywatnym, przynajmniej na jedną noc. W Skandynawii istnieje coś takiego jak wolność biwakowania i jest to część tamtejszej kultury, a może - kto wie - i wolności obywatelskich? A skoro można tam, to dlaczego nie u nas? Przecież lasy mamy równie rozległe. A tymczasem można biwakować tylko w miejscach wyznaczonych, które, jak wspomniałem, nie są zbyt sympatyczne.

W parkach narodowych w ogóle nie można spędzać nocy - biwakowanie na dziko może się skończyć dotkliwym mandatem. I bardzo dobrze, że tak u nas jest. Bo choć jestem zwolennikiem wolności biwakowania w Skandynawii, to uważam, że w Polsce jest to niemożliwe. Nie dlatego, że jest nas za dużo i istnieje groźba zadeptania lasów czy brzegów jezior. Uważam, że jeszcze nie dorośliśmy do wolności biwakowania i do tego, by własność wspólną traktować jako naszą. Kto nie wierzy, niech się przejdzie po uczęszczanych szlakach lub w pobliżu kempingów - brud, smród i śmieci. Zresztą nawet bez wolności biwakowania nasze lasy są zaśmiecone, a gdzieniegdzie trudno przejść, by nie wdepnąć w kupę. I dlatego ludzie, którzy nawet kupy po sobie nie potrafią zakopać, nie powinni mieć prawa do rozbijania namiotu, gdzie im się podoba. Nie oznacza to wcale, że takiego prawa kiedyś się nie dorobią. Dlaczego nie? Jak wiadomo, dla chcącego nie ma nic trudnego…

W lutym byłem w obozie ekologów nad Rospudą. Stało tam kilkadziesiąt namiotów, przez które przewinęło się przez miesiąc około 300 osób. W kwietniu pojechałem w to miejsce jeszcze raz. Ledwo można było poznać, że był tam tak wielki obóz. Czyli - jak się chce, to można. Na razie potrafią to niektórzy z nas, może kiedyś będziemy potrafili wszyscy?



Komfort na dobranoc

3 04 2008

Wrzesień - dla większości urlopowiczów koniec wakacji. A dla studentów to właśnie teraz zaczyna się najlepszy sezon na wyjazdy. To przecież pora, kiedy można korzystać z niższych, posezonowych cen i rozkoszować się zdecydowanie mniejszą liczbą turystów. Biwak we wrześniu wiąże się jednak z nocnymi chłodami - przed zmarzniętym snem ochroni nas odpowiednio dobrany śpiwór.

Dobry śpiwór, który pozwoli nam cieszyć się wyjazdem, to taki, w którym będziemy mogli komfortowo spać bez budzenia się z zimna lub przegrzania, a w ciągu dnia nie odczujemy na swoich plecach jego ciężaru. Szeroki wybór śpiworów, których parametry dostosowane są do warunków, w jakich będą one użytkowane, znajdziemy w tegorocznej kolekcji marki CampuS.

Na studenckie wypady

Osobom przywiązanym do klasycznego, prostokątnego śpiwora CampuS poleca model Marmot 200. Jest on niezwykle funkcjonalny m.in. dzięki możliwości przerobienia go - przez pełne rozsunięcie suwaka - na kołdrę lub cienki materac. Model ten ma interaktywny zamek, a więc można łatwo połączyć go z drugim śpiworem, dzięki czemu otrzymamy szeroki na 160 cm model śpiwora dla dwojga. Wentylacja wewnątrz śpiwora Marmot 200 jest regulowana dzięki rozsuwanemu od dołu i od góry suwakowi. Zastosowano w nim najpopularniejsze, najczęściej stosowane wypełnienie - Hollowfiber-1. Technologia ta, dzięki licznym splotom spiralnie skręconych włókien powleczonych silikonem, sprawia, że materiał, z którego wykonany jest śpiwór jest niezwykle miękki i można go łatwo złożyć do rozmiaru małego pakunku. Zalecana temperatura optymalna do używania tego modelu to 9-13o C.

Lekki jak piórko

Podczas jesiennych wypadów w góry, kiedy musimy często nosić sprzęt do spania na własnych plecach, ważnym elementem jest ograniczenie jego wagi i objętości. Te dwie potrzeby zaspokoi model śpiwora CampuS Light 100 typu mumia. Śpiwór ten waży zaledwie 1,1 kilograma. Nocne wiercipięty docenią też komfort, jaki daje komora główna o stosunkowo dużych wymiarach - 230 cm długości i 80 cm szerokości. Model ten jest wypełniony antyalergiczną włókniną poliestrową Thermo-6, której każde pojedyncze włókno posiada sześć kanalików gromadzących ciepłe powietrze. Takie wypełnienie to gwarancja przytulnego ciepła i komfortu dla ciała. Silikon powlekający włókna zapewnia im wysoką sprężystość oraz zapobiega wchłanianiu wilgoci. Nawet jeśli zastanie nas burza i będziemy zmuszeni przeczekać noc w wilgotnych warunkach, nasz śpiwór zachowa swoje właściwości termoizolacyjne. Specyfika materiału sprawia, iż schnie on bardzo szybko.

Na większe chłody

Dla tych, którzy planują wyjazd we wrześniu w rejon wyższych gór np. Tatr, gdzie średnia temperatura we wrześniu waha się od 4 do 15oC i zdarzają się też już przymrozki, radzimy zabranie cieplejszego śpiwora. CampuS proponuje na taki wypad model Scout 300, który ma dwie warstwy ocieplenia, jak też posiada głęboki i obszerny, obejmujący całą głowę kaptur z wszytym ściągaczem zatrzymującym ciepło wewnątrz śpiwora. Model ten waży zaledwie 1,7 kg, a temperatura optymalna do jego używania to 5-10oC. Śpiwór ten posiada wypełnienie Hollowfiber-1. CampuS pomyślał także o ochronie naszych dokumentów czy innych drobnych cennych rzeczy, umieszczając w modelu Scout 200 wewnętrzną kieszonkę.
Wszystkie wymienione modele śpiworów marki CampuS posiadają zupełne nowy system patki zabezpieczającej zamek, chroniącej przed samoistnym otwieraniem się śpiwora. Takie rozwiązanie ochroni też przed przykrymi zadrapaniami spowodowanymi niezabezpieczonym suwakiem. We wszystkich dostępnych  w tegorocznej kolekcji śpiworach CampuS wprowadził dodatkowo taśmę zapobiegającą wcinaniu się materiału w zamek.  


Sugerowane ceny detaliczne:
Marmot 200 - 119 zł
Light 100 - 139 zł
Scout 300 - 139 zł



Orkowo - Zobacz bobry i wypocznij pod namiotem

2 04 2008

Niedaleko Śremu jest miejsce, gdzie można podziwiać z bliska dziko żyjące zwierzęta oraz biwakując spędzić kilka dni z daleka od miejskiego zgiełku.
Na dokładnych mapach gminy Śrem można znaleźć setki małych oczek wodnych leżących przy głównym korycie Warty. Mieszkańcy powinni cieszyć się z tak dobrego położenia geograficznego i korzystać z tych dobrodziejstw. Wiele osób już tak robi. Widać to między innymi nad tak zwanym Jeziorem Orkowskim i Jeziorem Reńskim, gdzie prawie codziennie można spotkać wędkarzy, plażowiczów oraz biwakowiczów.

Przyjeżdża coraz więcej osób

Mieszkający w miastach coraz częściej doceniają dobrodziejstwa aktywnego wypoczynku i spędzania wolnego czasu na łonie przyrody. Im bardziej “dzikie” miejsce, tym lepiej. Dlatego też mieszkańcy Orkowa zauważyli, że od paru lat liczba wypoczywających nad znajdującymi się w pobliżu ich wioski jeziorkami, rośnie z roku na rok. - Jeszcze niedawno nikt nie rozbijał tam namiotów - wspomina Zygmunt Ciołek, sołtys. Teraz niektórzy przyjeżdżają na cały urlop, bo teren jest rzeczywiście bardzo atrakcyjny.

Park, wiatrak i zwierzęta

Wyjeżdżając ze Śremu, trzeba przejechać przez Zbrudzewo i za nim skręcić w lewo. Pierwszym, co rzuca się w oczy jest tablica informująca, że w tym miejscu rozpoczyna się Rogaliński Park Krajobrazowy. Zbliżając się już do Orkowa, można wypatrzyć kolejną, naturalną atrakcję - wiatrak. Jest on wprawdzie prywatny, ale patrzenia nikt nie zabroni. Podobnie jest z kąpieliskiem. Tylko część terenu otaczającego taflę jeziora jest gruntem sołeckim, reszta jest prywatna, ale właściciele nie utrudniają nikomu wypoczynku. Trzeba tylko pamiętać, że są to zbiorniki oddalone od zabudowań i przez cały czas należy pamiętać o zasadach bezpieczeństwa, zwłaszcza, że w niektórych miejscach jest bardzo głęboko.

Obok biegnie szlak rowerowy

Na wypad nad Jezioro Orkowskie warto też zabrać rower. - Drogą utwardzoną wiedzie zielony szlak, którym można dojechać do Poznania - mówi Monika Bulińska, dyrektor Ośrodka Wspierania Małej Przedsiębiorczości - Unii Gospodarczej Regionu Śremskiego. Nie warto jednak zabierać ze sobą łódek, bo obydwa jeziora są stosunkowo małe, co natomiast wcale nie przeszkadza rybom. Szczególną atrakcją dla “mieszczuchów” oraz dzieci są bobry, bociany i inne zwierzęta, które można tam zobaczyć z bliska. Warto jednak przed wyjazdem zaopatrzyć się w spray przeciw komarom, bo jeziora znajdują się bardzo blisko lasu.

Modne biwakowanie

Dla tych, którzy jeszcze nie poznali uroków Jezior Orkowskiego i Reńskiego polecamy weekendowy wyjazd w to urokliwe miejsce. Można także wziąć ze sobą namiot, bo biwakowanie w tamtym rejonie staje stało się w ostatnim czasie modne.

- Namiot dla dwóch osób można kupić za średnio 185 złotych.
- Namiot dla trójki, to wydatek rzędu 260 złotych.
- Śpiwory kosztują od 24 do 459 złotych za sztukę.
- Butla gazowa wraz z kuchenką około 110 złotych.*
*ceny pochodzą z portalu allegro (08.2007 r.)



Biwak w zimie

31 03 2008

Jeśli decydujemy się na zimowy biwak, a dzień był słoneczny i mroźny, trzeba być przygotowanym na nocny spadek temperatury do -20C i poniżej. Dla przeciętnie zdegenerowanego cywilizacją mieszkańca miasta, dla którego świat składa się z kanapy, telewizora i samochodu, zimowe nocowanie pod namiotem wydaje się ekstremalną ekstrawagancją. Pamiętajmy, że przez tysiąclecia ludzie radzili sobie bez centralnego ogrzewania. Sarna, dzik czy zając nie zamarza w lesie, chociaż posiada tylko futro, a nie grzejniki konwekcyjne. Możecie  wierzyć lub nie, ale zdrowy organizm ludzki bez problemu radzi sobie w zimowych warunkach. Oddychanie zimą zimnym powietrzem jest dla ciała znacznie naturalniejsze od przebywania cały czas w stałej temperaturze +22C.

Podstawą nocowania pod namiotem jest posiadanie odpowiedniego śpiwora i dobrze izolującej od podłoża karimaty. Przy bezwietrznej pogodzie temperatura na łące nad rzeką może być o kilka stopni niższa niż wyżej w lesie (zachodzi inwersja temperatury) - warto zatem szukać osłoniętego miejsca, położonego wysoko. Jeśli jest bezchmurna noc, to temperatura na łące przy gruncie może być o 10C niższa, niż zapowiadana w radiowej prognozie pogody.

Wyższa lokalizacja biwaku ma uzasadnienie z jeszcze jednego powodu - możliwym znacznym podniesieniem się w nocy poziomu wody spowodowanego niedalekim zatorem. Zimą warunki na rzece zmieniają się zaskakująco szybko - czasem w ciągu kilku godzin spływna rzeka może zostać całkowicie zatarasowana krą wywołaną np. opadem śniegu.

W nocy może niespodziewanie zerwać się wiatr. Mniejszy namiot lepiej chroni przed mrozem, ale wygodnie jest podgrzewać jedzenie przy pomocy butli w przedsionku - namioty nie może być zatem za mały. Zimowe jedzenie powinno być odpowiednio kaloryczne, łatwo przyswajalne i pozwalać na szybkie przygotowanie ciepłego posiłku. Spożywanie alkoholu jako źródła kalorii jest całkowicie bez sensu, bo zmniejsza on apetyt na normalne pokarmy, zwiększa utratę ciepła i powoduje odwodnienie. Kanapki bardzo dobrze się przechowują na zimowych wyjazdach -zamarznięty chleb jest bowiem niejadalny, a bochenek chleba może być “niekrajalny” nawet za pomocą siekiery. Natomiast “zupki chińskie”, puree ziemniaczane, kaszki mleczno-pszenne i podobne im potrawy liofilizowane zdają egzamin bardzo dobrze. Rano warto przygotować sobie w termosie ciepły napój na cały dzień. Ognisko może nie dać od razu spodziewanego ciepła, bo zamarznięte i mokre drewno źle się pali w -15C. Do rozpalenia przydaje się świeczka, nie wolno zapomnieć też o siekierze.

Bardzo ważne jest odpowiednie rozłożenie sił w trakcie wyjazdu, wypoczynek w temperaturze poniżej 0C nie regeneruje w pełni sił, zwłaszcza podczas pierwszej nocy pod namiotem (aklimatyzacja). Planując kilkudniowy wyjazd, trzeba liczyć się ze stopniowym spadkiem formy. Pamiętajmy, że organizm każdego z nas może wytworzyć określoną ilość energii w ciągu doby - jeśli użyjemy ją w nocy na ogrzanie wilgotnego śpiwora albo wypromieniujemy ją w przestrzeń kosmiczną po wypiciu rumu, to nie będziemy mieli następnego dnia siły wiosłować lub zrobi się nam trwale bardzo zimno i trzeba będzie natychmiast wracać. Zimą trzeba więc koniecznie oszczędzać siły, ograniczyć się do wykonywania naprawdę niezbędnych czynności, mieć dobrze przygotowany ekwipunek, wszystko robić spokojnie i oszczędnie. Takie czynności, jak rozbicie i zwinięcie namiotu, przebranie się lub przygotowanie posiłku zajmują kilkakrotnie więcej czasu, niż latem. Nie ma co zakładać, że przepłyniemy zimą 40 kilometrów dziennie - czasami przepłynięcie 5 lub 10 km jest już wyczynem. W czasie dwudniowego wyjazdu można sobie pozwolić na wyczerpanie rezerw energetycznych organizmu drugiego dnia, ale nie można planować w taki sam sposób wyjazdu czterodniowego. Na kilkudniowych wyjazdach problemem może się stać przemoczenie odzieży. Kiedy trzyma mróz, woda osadza się w postaci szronu i nie stanowi problemu. Paradoksalnie - kiedy przychodzi odwilż sytuacja staje się dużo trudniejsza. Deszcz sprawia, że wszystko staje się wilgotne i nie ma jak tego wysuszyć. Kiedyś nocując w czasie zimowej wycieczki pieszej obudziłem się nad ranem w zupełnie mokrym śpiworze, bo topiący się śnieg spadł z drzew i przysypał częściowo namiot. Stary tropik wpuścił wodę do środka. Brr! Ale takie są właśnie przygody zimą.

źródło: www.ekajaki.pl



Śpiwór puchowy trzysezonowy GLOBE 500 LR Robert’s

28 03 2008

Wykonany z oddychającej, miękkiej i lekkiej tkaniny syntetycznej. Wypełniony naturalnym puchem wysokiej jakości.

Trzysezonowy śpiwór puchowy pozwala na wygodne uprawianie wielu form turystyki.
Kształt mumii, kaptur i kołnierz zaciągane linką oraz dwusuwakowy zamek z listwą ocieplającą, pozwalają na uzyskanie komfortu cieplnego w szerokim przedziale temperatur. Globe waży niewiele, a po spakowaniu nie zajmuje dużo miejsca. Jest znacznie lżejszy od śpiwora syntetycznego o podobnej termice.



Gotowanie wody na biwaku w kilka minut

27 03 2008

 Taka ciekawa ciekawostka biwakowa. Może ktoś jeszcze się nie
spotkał z tym. Wypatrzyłem w ostatnim odcinku Cejrowskiego.

Czajnik-palnik Kelly Kettle

Gotuje wodę na garści patyków w kilka minut. Pewnie szczególnie
przydatny przy zimowych oraz wczesno wiosennych i późno jesiennych
biwakach oraz na dalekie wyprawy w nieznane.

Niestety drogie trochu. 63 jewro. Zastanawiałem się już jak coś
takiego samemu zrobić, np. z termosu. Jednak chyba nie byłoby to takie
proste (?).

źródło: eturystyka.org



Namioty- Coleman Raid

26 03 2008

Kilka lat temu stacjonowałem w Bieszczadach gnieżdżąc się w tanim chińskim namiociku, który doprowadził mnie do szewskiej pasji, po czym utonął w wodzie. Skutkiem owego zdarzenia salwowałem się ucieczką do schroniska i zacząłem dumać. Postanowiłem sobie wtedy zanabyć dobry namiot bez względu na koszty. Zrobiłem wstępne rozeznanie rynku pod kątem następujących kryteriów: jednoosobowy (chyba, że mała dwójka), możliwie niska waga i objętość oraz w miare wysokie parametry. Tak sie jakoś śmiesznie złożyło, że właśnie wrócił Makato z Syberii i poradził mi Colemana Raida, mowiąc, że szedł z nim miesiąc tam i z powrotem i spisał się bez zarzutu. Coż było robić, konkurencji za bardzo nie widziałem toteż namiot zanabyłem za kwotę 400 złotych z hakiem.

Pierwsze wrażenie – pewne zaskoczenie. Nie miałem wcześniej do czynienia  z tak małym i lekkim namiotem. Waży raptem 1 kg, zajmuje w plecaku mniej miejsca niż goretexowa parka ale po rozłożeniu wielkość jest całkiem sensowna. Wykonanie zasadniczo bez zarzutu, wszystko ładnie i równo poszyte i poklejone, mucha nie siada. Kolor zielonkawy nie rzuca sie w oczy, choć mistrz kamuflażu to też nie jest. Konstrukcja namiotu jest dosyć specyficzna, niech świadczy o tym fakt, że w Bieszczadach został nazwany trumienką – faktycznie, wygląda trochę jak przerosnięta trumna. Jest to namiot stricte jednoosobowy, druga osobe możnaby tam upchnąć tylko awaryjnie. Ludziki na obrazku poglądowym w katalogu Colemana mają maksymalnie po 130 cm wzrostu! Tyle teorii, czas na praktykę.

Składanie, rozkładanie, wygoda ogólna.

 

 

Składanie i rozkładanie jest proste jak w morde strzelił. Dwa maszty z czegoś co się zowie technologią Air Hercules a objawia się toto w postaci stopu aliminium i scandu. Fajne, lekkie, nie łamie się, chociaż przemocą nie próbowałem. Do tego siedem szpilek o dosyć nikczemnej długości, jednak wystarczającej. Pokrowca brak, całość namiotu chowa się sama w sobie na skutek sprytnego patentu polegającego na siateczce wszytej w podłogę – namiot zwija się w sposób taki, żeby na końcu zawinął się do srodka i robi się z tego taki kokonik. Brzmi łatwo, ale przy pierwszym rozkładaniu namiotu radzę zwrócić na to uwagę, bo samodzielne dojście do tego jak go złożyć nie jest już takie proste. Tak czy siak – 4 szpilki przechodzą przez pętle przyszyte do podłogi, trzy z przodu i jedna z tyłu. Następne 3 idą na linki, które przy okazji służą do regulacji nachylenia patek osłaniających otwory wentylacyjne. Maszty przechodzą przez tunele w materiale – też warto pamiętać bo na początku nie musi to być wcale takie oczywiste ze względu na to, że ciężko je zauważyć.

 

No dobra, namiot stoi, zatem czas się wgramolić do środka. Rozpinamy dwa zamki poprowadzone przy bocznej scianie namiotu, która stanowi wejscie. Turlamy się do środka i oto jesteśmy w środku. Tak, turlamy się, bowiem namiot jest niski i nie ma najmniejszej szansy usiąść w środku, jeśli nie jesteśmy jednym z tych ludków poglądowych z katalogu. Aczkolwiek jak już leżymy to możemy się na łokciu oprzeć przynajmniej. Po bokach nieco miejsca na różne ubrania i inne bibeloty, na przeciwko wejscia wisi mała kieszonka, gdzie możemy sobie załadować coś co chcemy koniecznie mieć pod ręką np. piersiówkę. Jest nawet moskitiera oraz pętelki umożliwiające uwiązanie zawiniętego wejscia i moskitiery w pozycji OPEN. Tyle ekstrawagancji, leży się przyjemnie, nie ma ścisku, śpi się swobodnie, chociaż zakladanie i ściąganie ubrania stanowi pewien wyczyn. Plecak i buty naturalnie zostają na zewnątrz…

A jak to panie na kaprysy pogody reaguje?

 

 

Ano wsyo v paryadke. Przeżyłem w tym namiocie kilka naprawde gigantycznych ulew, i jeszcze więcej dni umiarkowanie deszczowych. Nic nie przecieka, wszystko jest jak trzeba, jedyną ciekawostką jest fakt, że kiedy deszcz pierze naprawdę konkretnymi żabami to na twarzy czuje się od czasu do czasu jakby delikatną mgiełkę, tak jakby jakies mikro kropelki się przedostawały w momencie, kiedy rąbnie nam kropla wielkości pięści. Jednak nie jest to nic, co by przeszkadzało ani tworzyło jakieś widoczne gołym okiem zawilgocenie. Podłoga też bez zarzutów, często po obudzeniu okazywało się, że namiot stoi w małym bajorku, bo właściciel nie pomyślał, że to będzie aż tak padało – mimo to w srodku wszystko git. Odnoścnie wiatroodporności takiej konstrukcji ciężko mi cokolwiek powiedzieć, nie miałem okazji wystawiać go na jakieś straszne wichury, zwykła wietrzna pogoda nie robi na nim żadnego wrażenia. Raz nawet nocowałem w nim na sniegu pod Babią Górą, ale jak na złość nie chciało wtedy padać więc nie wiem, jak się to ustrojstowo zachowa kiedy je przysypie.

Wady.

 

 

Tak, póki co Raid prezentuje się wyśmienicie. Niestety, ideałem nie jest, a to głównie za sprawą dokumentnie skopanej moskitiery a dokładnie rzecz biorąc jej mocowania. Jednak o tym na końcu.

 

Jak wiadomo, wszelkie namioty jednopowłokowe cierpią na dolegliwość, która zowie się WSP – Wkur… zające  Skraplanie Pary. Ogolnie rzecz biorąc w Raidzie nie jest źle pod tym względem – są cztery otwory wentylacyjne, jeden z tyłu, drugi na całej czerokości górnej krawędzi przodu i dwa po bokach pod patkami. Jeśli nie spędzamy w namiocie więcej niż 8 godzin na raz to nie ma problemu, na suficie jest nieco wilgoci, ale nie zalewa człowieka na amen. Co innego, jeśli zachce nam się posiedzieć nieco dłużej, w celu przeczekania deszczu itp. – wtedy sytuacja rysuje się nieco gorzej. Zaczyna się lać po sciankach bocznych oraz kapać po nogach z sufitu. Tragedia się nie dzieje, ale wybitnym komfortem nazwać tego nie można. Dużo bardziej irytujący jest fakt, że zjawisko takie możnaby w dużym stopniu zniwelować, gdyby dało się nieco otworzyc namiot i schować się za moskitierą. Niestety, moskitiera jest zamykana na kilka rzepów, które są w dosyć znaczących odległościach od siebie. Na domiar złego rzepy idące po pionie nie są przymocowane bezpośrednio do powłoki, tylko do tasiemek, ktore luźno dyndają przyczepione do scianki. Wiele wieczorów dumałem czemu to tak debilnie zrobiono, niestety jeszcze póki co nie wydumałem. Rezultat jest taki, że praktycznie na połowie długości moskitiery mamy szczelinę szerokości kilku centymetrów, przez którą mrówki, pająki i inni tacy przychodzą do nas kiedy chcą, o komarach nie wspominając. Oczywiście prawdziwy survivalowiec robaka się nie lęka, ale ja nie po to namiot kupuję, żeby mnie w nocach nachodzili jacyś wielonożni autochtoni. Rozumiem, że Coleman chciał pobić rekord niskiej wagi przy projektowaniu tego namiotu, jednak jeśliby pociągneli rzep wzdłuż całego obwodu moskitiery podniosłoby to komfort używania o 200% a wagę minimalnie. Wtedy wejście możnaby zamykać na full tylko w wypadku opadów i problem przesadnego zawilgocenia by zniknął. Na szczęście moskitierę da się usprawnić metodami domowymi, niestety póki co nie miałem czasu tego zrobić.

 

Druga sprawa – Raid nie jest zbyt pancerny. Udało mi się przypadkiem naderwać jedną pętelkę wyciągając szpilkę, odlazła z kawałkiem materiału. Przeraziłem się nieco bo oczami wyobraźni wydziałem sporą dziurę w rogu namiotu, przez którą wlewa się woda. Jakże się zdziwiłem, kiedy się zorientowałem, że od środka nie widać śladu – okazało się, że pętelki są doszyte na dodatkowej warstwie materiału – plus za pomyślunek. Szkoda tylko, że ta dodatkowa warstwa nie była nieco grubsza, bądź co bądź są to miejsca najbardziej narażone na naprężenia w tym namiocie. Po raz kolejny przesadna oszczędność wagi dała się we znaki. Zakleiłem usterkie prowizorycznie używając kawałka materiału i kleju z zestawu naprawczego – kolejne zaskoczenie – trzyma się do dziś J

 

Rozwiązania konstrukcyjne też wymagają wyuczenia się pewnych patentów. Chociażby otwieranie namiotu po deszczu – trzeba ostrożnie i z głową, inaczej woda z całej scianki naleje nam się do środka. Podobnie z przebieraniem się w namiocie – sciąganie ubrań i włażenie do śpiwora to nie problem, ale odwrotna czynność nad ranem przy zawilgoconym suficie jest dosyć skomplikowana jeśli nie chcemy wyjść z namiotu pokryci mokrymi plamami. Na szęście sam namiot suszy się szybko i łatwo.

Podsumowanie – dla kogo to i czy warto?

 

 

Generalnie Coleman Raid jest moim zdaniem nieco eksperymentalną konstrukcją, czymś pomiędzy namiotem a płachtą biwakową. Sprawdza się świetnie tam, gdzie standartowy namiot byłby zbędnym balastem i fatygą przy rozbijaniu, natomiast płachta biwakowa stanowiłaby za słabą ochronę. Nie nadaje się natomiast do dłuższego biwakowania w miejscu typu camping, ponieważ im dłużej w nim przebywamy tym bardziej zaparowywujemy namiot od środka. Inna sprawa, ze jest to najnormalniej w świecie niewygodne. Co innego podczas przemierzania dłuższych tras w lasach i niższych górach.

 

Czy bym go polecił? Raczej tak, tym bardziej, że od dłuższego czasu rozglądałem się za kandydatem na następce Raida i absolutnie nic nie wpadło mi w oko. Inne jedynki są dużo cięższe, większe i droższe. Jeśli ktoś ma w sobie odrobinę Adama Słodowego i na wstępie usprawni sobie moskitiere to będzie miał świetną jedynke do nocowania na wypadach w stylu light and fast. Niestety póki co z jego dostępnością nie jest zbyt dobrze – zniknął nawet ze strony Colemana. Być może nadchodzi ulepszony następca?

źródło: outdoor.org.pl



Śpiwory- zakresy temperatur

25 03 2008

Producenci śpiworów dosyć niefrasobliwie podają na etykietkach zakresy temperatur. Na ogół podawane są dwie wartości - temperatura minimalna i maksymalna - przy jakich można śpiwora używać. Wskazywanie temperatury maksymalnej na przykład +25°C tylko mnie rozśmiesza. Czy znaczy to, że w temperaturze +28°C nie mogę się położyć na rozpiętym śpiworze? W temperaturze +25 stopni w każdym śpiworze rozepnę zamek błyskawiczny. Skoncentrujmy się więc tylko na temperaturach minimalnych. Jeśli podaną mamy tylko jedną cyfrę bez wyraźnego oznaczenia (komfortowa/ekstremalna), to należy przypuszczać, że oznacza ona tak zwaną temperaturę ekstremalną. Druga (jeśli jest) oznacza tak zwaną temperaturę komfortową (jest wyższa od ekstremalnej). Wokół tych dwóch pojęć panuje pewne zamieszanie. Postaram się je trochę rozwikłać.

Temperatura komfortowa określa temperaturę otoczenia, przy której śpiący w śpiworze człowiek traci tylko tyle ciepła, ile dostarczają normalne procesy przemiany materii podczas snu. Oznacza to, że nasz organizm nie jest obciążony produkcją dodatkowej energii. Natomiast określenie „ekstremalna” wskazuje temperaturę otoczenia, przy której nie śpiący już na ogół człowiek odczuwa zimno, ale nie jest to niebezpieczne dla jego życia. Wyznaczenie temperatury ekstremalnej jest bardzo trudne, bo zależy w dużej mierze od wrażliwości na zimno, przemiany materii, kondycji psychicznej i fizycznej danego osobnika.

Podstawą obiektywnych pomiarów temperatury komfortowej i ekstremalnej śpiwora jest fantom ludzki. Jest to kukła z symulowanym krążeniem wody, która jest elektrycznie podgrzewana. Instytut Hohensteina w Niemczech przeprowadzający między innymi takie badania używa w tym celu lalki o imieniu Charlie z 16. indywidualnie podgrzewanymi komorami z wodą. Po umieszczeniu fantomu w badanym śpiworze, w komorze termicznej (trochę bardziej skomplikowana zamrażarka) mierzona jest moc elektryczna potrzebna do utrzymania temperatury każdego z segmentów fantomu na poziomie 36°C przy różnych temperaturach otoczenia. Poszczególne segmenty fantomu są grzane z różną mocą, odpowiadającą matematycznemu modelowi człowieka. Jest to związane z faktem, że niektóre części ciała są bardziej narażone na wychłodzenie, jak na przykład głowa czy nogi. Model komputerowy pozwala porównać moc grzania fantomu ze średnią fizjologiczną mocą, jaką produkuje organizm człowieka podczas snu i wyznaczyć temperaturę komfortową. Podobnie wyznacza się temperaturę ekstremalną, przy której możliwe jest przeżycie nocy w śpiworze. Wtedy do programu komputerowego wprowadza się średnią maksymalną moc, jaką może produkować organizm człowieka. Temperaturę ekstremalną należy traktować bardzo ostrożnie. Liczby wskazujące stałe fizjologiczne mogą być obarczone błędem statystycznym rzędu 20-30 proc. Taki błąd w wypadku temperatury komfortowej może skutkować dyskomfortem podczas snu, natomiast w odniesieniu do temperatury ekstremalnej decyduje o naszym życiu.

Firma Golde umożliwia swoim klientom w niektórych sklepach przetestowanie wybranego śpiwora w przenośnej komorze termicznej. Jest to dwupowłokowy namiot typu tunel z agregatem chłodzącym, który umożliwia szybkie obniżenie temperatury wnętrza komory do -60°C.

Czasem spotykamy się z praktyką spania w śpiworze w ubraniu. Takie połączenie tylko w niewielkim stopniu zwiększa parametry termoizolacyjne pod warunkiem, że śpiwór ma dobre parametry termiczne. Przed snem należy przebrać się w nieprzepoconą bieliznę, najlepiej termoaktywną. Zapewniamy w ten sposób dobre osuszanie skóry i komfort podczas snu.

Temperatura komfortowa i ekstremalna nie są z sobą powiązane jakąś prostą zależnością liniową. Renomowane firmy produkujące śpiwory podają na ogół prawdziwe temperatury komfortowe. W dziedzinie temperatur ekstremalnych panuje duża dowolność i trudno opierać się na tych danych.

Polskie firmy szyjące śpiwory - według informacji, do których udało mi się dotrzeć - nie przeprowadzają obiektywnych badań swoich wyrobów. Jedne przyznają się do tego otwarcie, inne zachowują milczenie na ten temat. Temperatury podawane przez te firmy opierają się na porównaniu grubości i typu komór śpiwora, jakości i rodzaju wypełnienia z podobnymi wyrobami firm zachodnich, które takie badania przeprowadziły.

Temperatura komfortowa i ekstremalna zawsze są podawane przy założeniu używania karimaty.

Omawiane powyżej temperatury odnoszą się do warunków bezwietrznej i suchej pogody.

Mając zamiar korzystać ze śpiwora w umiarkowanych temperaturach, powyżej +5°C, czyli w lecie, możemy wybrać stosunkowo tanie i lekkie śpiwory z włókien sztucznych. W zakresie temperatur od +5 do -10 stopni powinniśmy używać śpiworów typu mumia z wypełnieniem sztucznym puchem. Tego typu modele nazywane są czasem „3 pory roku”. Używamy ich od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Śpiwory „całoroczne” umożliwiają spanie w przedziale temperatur od -10 do -20°C. Tu już obowiązkowo forma mumii i raczej wypełnienie puchem naturalnym. Śpiwory ekstremalne pozwalają przeżyć w temperaturach od -20 do -30°C - forma mumii i specjalne materiały na pokrycie zewnętrzne. Śpiwory wyprawowe są szyte w zasadzie na indywidualne zamówienia, ich zakres temperatur sięga -40°C.

Waga śpiworów podawana jest na ogół razem z pokrowcem. Objętość śpiwora po spakowaniu mierzy się pod naciskiem 50 kg. Stosując rozwiązanie opisane poniżej w punkcie „Ważne dodatki” można ją jeszcze znacznie zmniejszyć.

źródło: globtroter.onet.pl



Historia skautingu

21 03 2008

Histora powstania ruchu skautowskiego jest ściśle związana z jego założycielem- generałem Robertem Baden-Powellem. On to podczas swojej długiej służby wojskowej w armii Wielkiej Brytanii poczynił pewne spostrzeżenia dotyczące efektywności w działaniu żołnierzy wyszkolonych do wypełniania rozkazów jak bezmyślne maszyny oraz żołnierzy, którzy mogli w działaniu wykazać się własną inicjatywą. Stworzył system szkolenia wojskowych zwiadowców, który następnie został przyjęty w całej armii brytyjskiej. Inną rzeczą, którą zauważył podczas dowodzenia obroną miastem Mafeking w południowej Afryce było ogromne zaangażowanie i poświęcenie chłopców, których wykorzystano do pomocniczych zadań, takich jak opieka nad rannymi, dostarczanie wiadomości, itp. Zadziwiło go, że sprawowali się oni w sposób nadspodziewanie odpowiedzialny. Doszedł do wniosku, że chłopiec, który dostanie odpowiedzialne zadanie, spełni je niejednokrotnie lepiej od regularnego żołnierza.
Te spostrzeżenia wobec faktu, że młodzież angielska także nie ma ona wyraźnych ideałów, jest apatyczna i znudzona uzmysłowiły mu, można dać jej możliwość na wartościowe spędzanie wolnego czasu, w postaci wyjazdów, różnych szkoleń, itp. Wszystkie te doświadczenia posłużyły mu do napisania artykułu, który ukazał się w 1906 r. w gazecie Brygad Chłopięcych pt. “Skauting dla chłopców”. Artykuł ten zawierał podstawowe założenia nowego ruchu. Aby wcielić swój pomysł w życie, zorganizował eksperymentalny obóz na wyspie Brownsea w hrabstwie Dovset. Uczestniczyło w nim 20 chłopców podzielonych na 4 zastępy. Obóz trwał od 29 lipca do 9 sierpnia. Przez cały obóz chłopcy poznawali tajniki przyrody, budowali urządzenia obozowe oraz zdobywali sprawności w grach terenowych i sportowych. Wieczorem przy ognisku mieli okazję pośpiewać oraz posłuchać wojennych wspomnień generała.
Na postawie uwag z obozu i swych wcześniejszych doświadczeń pisze podręcznik skautowy pt. “Skauting dla chłopców”, w którym zawarł fundamentalne zasady ruchu, które są aktualne do dnia dzisiejszego. Wskazując na źródła idei skautowej B-B przyznawał, że zawarł w niej nie tylko własne pomysły, ale wzorował się także na zwyczajach różnych narodów i ludów, jak Japończycy, Indianie, wykorzystał koncepcje filozofów o uczonych, a nawet reguły średniowiecznych zakonów.
Skauting bardzo szybko rozprzestrzenił się w całej Anglii, zmieniając surowy wiktoriański model wychowania. Podczas przemarszu skautów w 1909 roku razem z Baden-Powellem szło 9 tys. skautów. W 1910 roku organizacja skautowa w Wielkiej Brytanii liczyła 100 000 członków.
Skauting wzbudza też ogromne zainteresowanie wśród dziewczyn. Szczególnie po tym, jak siostra Baden-Powella- Agnes napisała podręcznik skautowy dla dziewcząt. Ruch skautek powiększył się zwłaszcza po tym, jak Baden-Powell poznał młodszą od siebie entuzjastkę skautingu pannę Olave Soames, z którą zresztą wkrótce się żeni. Dla tworzącego się ruchu było zasadniczym momentem dla jedności światowego skautingu, który rozrasta się bardzo szybko. Sam Baden-Powell jest rzecznikiem powstawania organizacji narodowych. Chętnie spotyka się i rozmawia z osobami, które zakładają takie organizacje w swoich krajach.
Ruch skautowy rozwija się dynamicznie także w innych państwach. Szczególnie w Stanach Zjednoczonych i w Polsce.
W 1920 r. na Jamboree w Londynie B-P zostaje obwołany Naczelnym Skautem Świata, a jego żona taki sam tytuł otrzymuje kilka lat później. W 1926 r. skautki na Światowej Konferencji zastanawiały się nad ustanowieniem święta skautowego. Wszystkie były przekonane co do idei takiego dnia. Po dyskusjach postanowiono, że będzie to dzień urodzin Naczelnej Pary Skautowej, tj. 22 lutego. W dniu tym przed wojną skautki przesyłały sobie kartki z życzeniami. Zwyczaj ten przejęła organizacja męska po 1945 r.